B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

3 kwietnia 2011: Niedzielna wycieczka - Osieczna, Wolkowo i okolice

Osieczna - RynekOd jakiegoś czasu ciekawiły mnie tereny położone między Wolkowem, a Osieczną. Na zdjęciach satelitarnych widać, że jest tam sporo górek porośniętych lasami i miejsc, gdzie może być jakaś woda. Dlatego na ten dzień zaplanowaliśmy z Darkiem wyjazd właśnie w tamte rejony. Chcieliśmy naszymi obiektywami przyjrzeć im się z bliska.
Na ten dzień zapowiadano wyjątkowo wysoką (jak na tę porę roku) temperaturę, więc nie chcieliśmy stracić ani jednej cennej minuty tego fajnie zapowiadającego się dnia.

Wyjechaliśmy z domu o 10 rano. Jazda szosą jak zwykle nam się nie uśmiechała, dlatego od razu skręciliśmy na polne drogi. Zawsze jak jest taka możliwość, to zdecydowanie bardziej wolimy wytrząść nasze cztery litery na wertepach niż zostać zdmuchniętym z drogi przez jakiś samochód.

Jechaliśmy spokojnie, bez zbytniego forsowania tempa, kiedy nagle spłoszyliśmy stadko saren. Jak zwykle nie byliśmy przygotowani na tego typu niespodziankę (teleobiektyw w plecaku) dlatego udało nam się ustrzelić to stado tylko z daleka...
Aż dziwne, że to nas niczego nie nauczyło. Jechaliśmy dalej, kiedy już w okolicach Wolkowa, spostrzegłem siedzącego na brzegu niewielkiego jeziorka dużego, drapieżnego ptaka. Oczywiście zanim udało mi się zatrzymać, zwlec z rowera, włączyć aparat i wycelować w odpowiednią stronę - ptak już kończył powietrzną walkę z dwoma krukami. Znów byłem zły na siebie, że nie udało się zrobić fajnego zdjęcia.

Dojechaliśmy w końcu do miejsca, które planowaliśmy zwiedzić.
Zribiło się już bardzo ciepło. Darek spokojnie mógł hasać po łąkach i chaszczach ubrany na krótki rękaw - natomiast ja, w polarze i długich spodniach, nie przyznawałem się do tego, że jest mi ciut za gorąco. Ale za to mogłem bez problemów biegać z aparatem po zaroślach ;) Zaciekawiła nas brzoza, która rosła w otoczeniu dziwnie wyglądających kęp trawy - wyglądały one zupełnie jak kokony obcych! ;)

Poszliśmy dalej. Zatrzymaliśmy się na chwilę obok bagnistego jeziorka ukrytego wśród drzew. Miejsce było trochę mocno zarośnięte, ale teraz, wczesną wiosną, można jeszcze spokojnie buszować wśród drzew i robić tam zdjęcia. No i nakręcać filmy oczywiście ;)

Z mapy wynikało, że niedaleko nas powinien znajdować się niewielki staw. Postanowiliśmy go zbadać pokonując po drodze wyjątkowo podmokłą łąkę. Darek poszedł pierwszy zapadając się prawie po kostki w błocie. Ja miałem na sobie niższe buty. Nie chciałem się tak samo pomoczyć, więc wybrałem drogę dookoła mokradła. Nic mi to nie dało, bo ubrudziłem się dokładnie tak samo jak Darek, a nadrobiłem tylko kilkadziesiąt dodatkowych metrów :) Dostaliśmy się w końcu do stawu, z którego słychać było kumkanie żab. Trzeba było zachowywać się bardzo cicho, bo to stworzenia bardzo płochliwe i bardzo szybko kryły się przed nami pod wodą. Zupełnie tak samo, jak para żurawi, która nie bardzo chciała nam pozować i bardzo szybko odleciała jak tylko nas wyczuła. Nie wiem dlaczego te zwierzęta tak od nas uciekają? Przecież nie wyglądamy aż tak źle, prawda?

Przejechaliśmy przez Osieczną, gdzie kupiliśmy sobie coś na obiad (czytaj: buły, kiełbasę i musztardę - wodę mieliśmy ze sobą...)

Wybraliśmy się w okolice Jeziora Świerczyńskiego. Tam planowaliśmy zatrzymać się na popas.
Po drodze natknęliśmy się na kolejne miejsce, gdzie dość wyraźnie bobry zaznaczyły swoją obecność, powalając drzewa, ogryzając je z kory i budując dość spore żeremie. To niesamowite, jak te zwierzęta mogą zmienić środowisko, w którym żyją.

Po krótkim odpoczynku, kiedy zjedliśmy prowiant ruszyliśmy dalej na przełaj w stronę szosy. Minęliśmy po drodze spalone drzewo. Darek twierdził, że to pewnie od pioruna, ale ja nie byłbym tego taki pewny. Wielkie ilości śmieci walające się wokół spalonego pnia świadczyć by mogły, że to jednak człowiek przyczynił się do spalenia drzewa. Mnie najbardziej uderzył widok nadpalonej huby na korze drzewa. Wyglądało to trochę upiornie. Porobiliśmy w tym miejscu zdjęcia i ruszyliśmy dalej.

Dojeżdżaliśmy powoli do szosy prowadzącej do Osiecznej. Odkryliśmy tutaj miejsce, gdzie ktoś wybierał kiedyś żwir, teraz mieszka tam pewnie jakiś lis. W każdym razie widzieliśmy tam świeże ślady jego działalności.

Czas mijał bardzo szybko. Było już dobrze po południu. Zaczynało nas też suszyć po zjedzonym obiedzie :) Woda zaczęła nam się kończyć w zastraszającym tempie. Dlatego padła decyzja powrotu do domu.
Po drodze Darek pokazał mi jeszcze tę niesamowicie wyglądającą z góry żwirownię. Jak się stoi na krawędzi skarpy (zachowując oczywiście maximum ostrożności!) to widok, który rozprzestrzenia się przed oczami jest naprawdę niesamowity.


Niedzielna wycieczka to 37 przejechanych kilometrów.


Zapis filmowy naszej wycieczki

Poniżej krótki filmik z naszego wyjazdu. Jeszcze nie jest w wersji 3D, ale może kiedyś?...
Także tym razem muzykę do niego do tego klipu stworzył Adre Sunrey - czyli... Jędrzej :)

Jeśli film nie otwiera się w oknie powyżej - jest on też dostępny tutaj