B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

20 marca 2011: Wyjazd nad Jeziora Świerczyńskie, Wojnowickie, Witosławskie i Drzeczkowskie

Darek fotografuje wiatrakZeszłotygodniowy wyjazd nad Samicę i do bukowego jaru chyba za mało dał nam w kość, albo głód wyjazdów rowerowych był jeszcze zbyt duży - w każdym razie w ten weekend chcieliśmy z Darkiem wyskoczyć gdzieś w plener.
Prognozy pogody na niedzielę były dość optymistyczne. Miało świecić słońce, na dworze miała być dodatnia temperatura i, przede wszystkim, nie zapowiadano żadnych opadów. Stąd postanowiliśmy, że tym razem pojedziemy w okolice Jeziora Świerczyńskiego. Przynajmniej na początek naszej wyprawy - bo potem mieliśmy improwizować...

W niedzielę rano wydawało się, że jest ciepło i przyjemnie, dlatego nie byliśmy aż tak ciepło ubrani jak tydzień wcześniej, gdy wybraliśmy się w okolice rzeczki Samicy. Jednak po wyjeździe na otwarte pole okazało się, że tego dnia dość mocno wieje i było nam trochę chłodno, ale o powrocie do domu po ciepłe ciuchy nie było nawet mowy!

Najpierw, przez Gronówko, Wyciążkowo i Jeziorki, pojechaliśmy do Osiecznej. Mieliśmy jeździć przez cały dzień, więc w jednym z tamtejszych sklepów kupiliśmy małe co nieco do jedzenia i pojechaliśmy dalej - w stronę Świerczyny.
W Berdychowie planowaliśmy zjechać z szosy i polnymi drogami dojechać w okolice Jeziora Świerczyńskiego. Niestety. W pewnym momencie zostaliśmy wygonieni z drogi przez pewnego człowieka, który zaczął wykrzykiwać do nas, że to jest jego prywatna droga i nikomu nie wolno po niej jeździć. Szczerze mówiąc, to ani Darek, ani ja nie widzieliśmy wcześniej zakazu wjazdu, ani informacji o tym, że to prywatna własność, ale nie chcąc się z nikim kłócić - zawróciliśmy.

W tym momencie nasz główny plan wyjazdu wziął w łeb. Trudno.
W Świerczynie postanowiliśmy dostać się przez łąkę w okolicę Jeziora Fibiszka. Tak... To była ekstremalna przeprawa przez wyjątkowo podmokłą łąkę ;) Ale daliśmy radę i lekko zmęczeni zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Był to czas na pamiątkową fotkę i na zdjęcia wiatraka, który stał nieopodal na wzgórzu.

Dojechaliśmy do Fibiszki. Tutaj, jedząc śniadanko, oglądaliśmy ptaki przelatujące nad jeziorem i... masy śmieci zalegające na brzegu jeziora :(

Wzmocnieni bułką, kawałkiem kiełbaski i batonem udaliśmy się w kierunku Wojnowic. Uratowaliśmy po drodze biedronkę, która wygrzewała się na ściętym pniu obok bagnistego jeziorka w lesie. Z pewnością gdyby nie nasza interwencja - już by nie żyła ;)

Jechaliśmy drogą z Wojnowic w kierunku Dębca. W pewnym momencie zauważyliśmy ślady działalności bobrów. Zatrzymaliśmy się. Chcieliśmy dokładnie obejrzeć to miejsce. Zainteresowały nas bardzo grube gałęzie, które bobry doszczętnie poogryzały z kory! Oczywiście użyliśmy też naszych super kamer video, żeby uwiecznić to wydarzenie ;) Aż wierzyć się nie chce, ile zmian w swoim środowisku potrafią zrobić te zwierzęta.

Zaczęło się dziwnie chmurzyć. Spadło nawet kilka kropel deszczu, więc chcąc nie chcąc zaczęliśmy powoli (bardzo powoli!) kierować się w stronę Leszna.

Obok Jeziora Witosławskiego udaliśmy się w stronę stawów przy Jeziorze Drzeczkowskim. To bardzo fajne miejsce. Takie trochę... tajemnicze ;) Słychać tam było głosy wielu wodnych ptaków, ale dranie dość skutecznie kryły się w szuwarach i dlatego nie za bardzo mogliśmy zrobić im fajne zdjęcia. A jak już któryś pokazał się na łące - to zrywały się do lotu zanim udało się do nich podejść. Darek pokazał mi tam kilka fajnych hydro-budowli: mosty nad kanałem łączącym stawy i pompownię przepompowującą wodę w okolicznych pól do kanału.

Tutaj właściwie zakończył się program naszej wycieczki. Zrobiłem jeszcze zdjęcie tego drzewa i przez Goniembice i Klonówiec wróciliśmy do domu.


Tego dnia przejechany dystans: 50 kilometrów.

Zapis filmowy z naszego wyjazdu

I tym razem możecie obejrzeć krótki filmik ilustrujący naszą eskapadę... Dodam tylko, że podkład muzyczny do tego klipu stworzył Adre Sunrey - czyli... Jędrzej :)

Jeśli film nie otwiera się w oknie powyżej - jest on też dostępny tutaj