B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

22 lipca 2010: Ucieczka przed burzą

To czwartkowe popołudnie postanowiłem spędzić aktywnie. Zaplanowałem sobie trasę przez Klonówiec do Osiecznej, żeby przy okazji sprawdzić jak jeździ się po oddanej już w ręce rowerzystów, trasie ścieżce rowerowej Leszno - Osieczna. Ten dzień był wyjątkowo upalny. Można powiedzieć, że powietrze było aż gęste od gorąca. Momentami miałem wrażenie, że jadę w saunie, bo przy okazji była bardzo parno.

Dlatego pozytywnie mnie zaskoczył fakt, że ktoś pomyślał o zmęczonych rowerzystach i zorganizował takie polowe miejsce na wypoczynek ;). Robiąc w tym miejscu zdjęcia kątem oka zauważyłem coś niepokojącego od strony Wilkowic. Nagle wyjaśniło się, dlaczego było tak gorąco i parno! Od strony Wilkowic nadciągała burza. Hm... a do Osiecznej jeszcze przede mną parę kilometrów. Pomknąłem dalej ile sił w nogach. Po drodze nie omieszkałem zatrzymać się i rzucić okiem na sezonowy strumyk. Mimo suszy był bujnie zarośnięty i co więcej - płynęła w nim jeszcze woda! Chciałem pokazać to na zdjęciach, ale strumień był tak gęsto zarośnięty pokrzywami, że nie odważyłem się zejść do niego. Tym bardziej, że byłem w krótkich spodniach i sandałach. Aż takim bohaterem to ja nie jestem, żeby testować na sobie parzące działanie pokrzyw ;). Przed Klonówcem burza była już tuż, tuż, ale rolnicy nadal zbierali plony z pól.
Za Klonówcem zacząłem się zastanawiać co robić dalej. Wydawało mi się, że burza zaczęła mijać mnie bokiem. Miałem wciąż wielką ochotę zaryzykować i pojechać do Osiecznej, żeby wreszcie przetestować nową ścieżkę rowerową. Ale robiąc zdjęcia koło Goniembic rzuciłem okiem w stronę Górki Duchownej - stamtąd nadciągała następna, ciemna chmura. Niestety, nie miałem ze sobą żadnej ochrony na aparat, a nie chciałem, żeby się przemoczył. To niebezpieczeństwo przesądziło sprawę i zawróciłem do Leszna. I całe szczęście, bo tuż przed Gronówkiem zaczęło padać. I to dość mocno. Wiedziałem, że niedaleko jest wiata przystanku autobusowego - więc w tempie iście wyścigowym pojechałem tam schronić się przed deszczem. Lało jak z cebra. Po kilku (kilkunastu?) minutach deszcz przestał padać i mogłem jechać do domu. Tak oto przegrałem walkę z burzą :)
Ucieczka przed burzą trwała przez około 15 kilometrów.