B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

2 maja 2010: Sprawdzamy zepsuty wiatrak koło Świerczyny

Jakiś czas temu Darek wspominał mi, że w okolicach Świerczyny wybudowano wiatrak, któremu piorun w czasie burzy odstrzelił jedno ze śmigieł. Akurat trwała majówka, tego dnia było ciepło i słonecznie - postanowiliśmy pojechać na miejsce zbadać temat.

Znając naszą awersję do szos - wyruszyliśmy bocznymi drogami, przez Wyciążkowo w kierunku Osiecznej. Przy okazji sprawdziłem, że stodoła na polu w Wyciążkowie nadal stoi na swoim miejscu ;)

Byliśmy na jakimś wzniesieniu niedaleko owej stodoły, kiedy zobaczyliśmy nagle konny zaprzęg jadący dość szybko od strony Osiecznej. Darek rzucił pomysł, że można mu zrobić fajne zdjęcie, więc pognałem co sił w nogach i pedałach ;) przygotować się na zakręcie drogi do zrobienia fotki. Zanim jednak ustawiłem wszystko w aparacie szalone konie w dzikim pędzie wyskoczyły zza zakrętu i... tyle ich było :) Ledwo co zdążyłem uchwycić jako-taką ostrość, z kadrowaniem było już gorzej...
Przejechaliśmy przez Osiecznę kierując się na Wojnowice. Tam skręciliśmy z szosy (brrr!) w leśną drogę prowadzącą do Jeziora Omińskiego (albo Jezioro Ustronie lub Jezioro Fibiszka - z takimi różnymi nazwami tego jeziora się spotkałem) i do wiatraka - celu naszej podróży.
Wiatrak. Myślałem, że jest dużo większy - przynajmniej takie wrażenie sprawiał z daleka. Jest też już naprawiony. Zrobiliśmy tam kilka zdjęć, Darek zbadał podejrzany pakunek leżący u podstawy wiatraka ;), zapisał współrzędne w nawigacji i pojechaliśmy dalej.
Właściwie to od tego momentu zaczęliśmy improwizować nie mając żadnego konkretnego pomysłu na cel jazdy. Jeżdziliśmy polnymi drogami, aż w końcu dojechaliśmy w okolice Jeziora Górznickiego. Na wzgórzu, na które po brukowanej polnymi kamieniami drodze musieliśmy wprowadzić nasze rowery ujrzeliśmy zapuszczoną aleję starych kasztanowców. To miejsce Darkowi i Róży przypomniało im ich wcześnieje wakacje nad tym jeziorem. Pojechaliśmy więc zbadać ich stare obozowisko. Fajne miejsce to było: na brzegu jeziora, w bukowym lesie, osłonięte od pół wysoką skarpą. Najlepszy był wąwóz wyżłobiony w zboczu obok jeziora, którym w czasie deszczu woda spływa do jeziora. Niesamowite wrażenie sprawiała ta rozpadlina - głeboka miejscami przynajmniej na jakieś 3 metry. Przynajmniej! Szkoda, że zdjęcia tego nie oddają w pełni tej głębokości.
Ruszyliśmy dalej - już powoli w drogę powrotną. Objechaliśmy dookoła to jezioro i, przez las, dotarliśmy do fantastycznego miejsca widokowego koło Grodziska. Poszliśmy razem z Różą zbadać widoki ze szczytu wzniesienia, a Darek... hm... - niby już taki zmęczony - w tym czasie zajęty był ukrywaniem cegły pod bluzą na bagażniku mojego rowera - cawaniaczek jeden ;P
Cała okolica widoczna ze szczytu tego wzniesienia ukazana była jak na dłoni. Po prostu przepiękny widok. W tym miejscu aż się prosi mieć ze sobą statyw i robić panoramiczne zdjęcia tej okolicy. Szkoda tylko, że niebo było już w tym czasie zachmurzone, bo podejrzewam, że wrażenia byłyby jeszcze większe!
Z Grodziska, przez Łoniewo, pojechaliśmy jeszcze na wieżę widokową Jagoda koło Osiecznej. Tam widok z wieży na Osiecznę też był fajny. Z dołu wydaje się, że jest ona niewielka, że pewnie ledwo wystaje ponad drzewa, ale po wejściu na górę widok rzeczywiście jest niezły. Pozory, jak zwykle, mylą.
Wyjazd w okolice Świerczyny: 50 km na liczniku.