B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

17 października 2010: Tym razem bez rowerów - Nordic walking

W zeszłym roku razem z Ewą ulegliśmy modzie na rekreacyjne chodzenie z kijkami - Nordic Walking. I jak to najczęściej bywa z nowymi zabawkami - dość często chodziliśmy sobie popołudniami po leśnych drogach machając ramionami jak Justyna Kowalczyk :)

Wstyd się przyznać, ale niestety w tym roku dopiero teraz udało nam sie wybrać na spacer z kijkami. Oczywiście zabraliśmy ze sobą naszą Figę, która chyba najbardziej z nas lubi ten sport. Przynajmniej takie sprawia wrażenie - no, ale jeśli biega wokół nas machając energicznie tyłkiem to chyba sie jej podoba, prawda? :)
Żeby nie forsować się zbytnio, na pierwszy raz wybraliśmy się w okolice Gronówka, gdzie ze spokojem można sobie maszerować po leśnych drogach nie zwracając na siebie uwagi.
Na dworze było rewelacyjnie - nie było wiatru, a słońce momentami przygrzewało tak bardzo, że trzeba było się rozpinać. Całe szczęscie, że zabrałem ze sobą aparat (choć bardzo intensywnie zastanawiałem się przed wyjściem z domu, czy nie będzie mi on przeszkadzał w marszu). Nie spodziewałem się, że maszerując zwraca się uwagę na aż tak dużo więcej rzeczy niż podczas jazdy rowerem (ale to przecież oczywiste ;) ). Przykładowo, w lasku koło Wyciążkowa, między drzewami, udało mi się wypatrzeć tego ciekawego osobnika i tę sympatyczną grupkę grzybów. Na rowerze z pewnością bym je przeoczył.
Trudno powiedzieć dlaczego, ale jakoś tak troszeczkę męczyliśmy się marszem... ;) Robiliśmy sobie więc od czasu do czasu przystanki po to, żeby nacieszyć oczy przyrodą, zrobić zdjęcia ciekawym rzeczom, ale tak naprawdę chyba jednak po to, żeby trochę odpocząć :) No tak, jednak wiek robi swoje :)
Doszliśmy w końcu do miejsca, które miało być celem naszego niedzielnego spaceru: w samym środku lasu, na niewielkim wzniesieniu rośnie sobie bardzo ciekawe drzewo. Nie wiemy jaki gatunek ono sobą reprezentuje - ja uważam, że to jest dzika grusza, ale spierać się nie zamierzam ;) Znaleźliśmy je kiedyś przypadkiem, w trakcie jednego z rowerowych wypadów, kiedy przedzieraliśmy się przez las. Od razu nazwałem je Entem, bo swoim kształtem i gałęziami porośniętymi mchem od pierwszego wejrzenia skojarzyło mi się ono z bohaterem "Władcy pierścienia" Tolkiena.
Zaczynało się robić późno. A wiadomo - jesienią, pod wieczór, dość szybko zaczyna robić się chłodno. Idąc już w kierunku zaparkowanaego samochodu, niedaleko od tajemniczego drzewa, zauważyliśmy krzak głogu, który niepozornie, między innymi krzewami, rósł sobie na brzegu lasu. Jego owoce w świetle przedwieczornego słońca i na tle jeszcze zielonych liści wyglądały wtedy po prostu obłędnie. Dlatego na koniec naszego spaceru po prostu nie mogłem odmówić sobie przyjemności zrobienia im zdjęcia :)

Pierwszy Nordic Walking: Wskazanie krokomierza: 7570 kroków, 4830 metrów i... zakwasy następnego dnia :)