B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

13 kwietnia 2010: Jedziemy na wiatraki!

Ten wyjazd zrodził się tak jakoś spontanicznie. Pogoda była fajna, Darek i ja nie mieliśmy żadnych konkretnych planów na popołudnie więc... Jedziemy na wiatraki! Zaopatrzeni w mapę satelitarną wydrukowaną specjalnie w tym celu pojechaliśmy przez Grzybowo i las za Karczmą Borową w stronę Nowej Wsi. Na końcu lasu zatrzymaliśmy się na chwilę. Darek po to, żeby zrobić parę zdjęć mchu, który fajnie wyglądał w chylącemu się już powoli ku zachodowi słońcu, a ja po to, by odebrać telefon, który o mało co nie spowodował mojej nagłej śmierci na zawał, ale mniejsza w tym momencie o szczegóły...
Pojechaliśmy dalej. Nie za daleko, ponieważ nagle skończyła nam się droga ;-) Ktoś miał za dużo ziemi i po prostu wysypał ją na drogę. Brak słów.
Dojechaliśmy do Nowej Wsi i wreszcie naszym oczom ukazał się wiatrak - cel naszego wyjazdu (Na zdjęciu satelitarnym pokazane jest tylko miejsce, gdzie stoi wiatrak). Mieliśmy trochę kłopotów ze zlokalizowaniem drogi dojazdowej do niego (później okazało się, że w pewnym momencie przejechaliśmy obok niej), ale w końcu udało się. Dotarliśmy na miejsce. Przyznam się szczerze, że widziałem już kilka razy z bliska takie wiatraki, ale nigdy wcześniej z AŻ TAKIEGO BLISKA! Ogrom takiej budowli robi na człowieku naprawdę niesamowite wrażenie. Tak samo, jak otwór przez który z wielką siłą wpompowuje się do środka powietrze - zapewne w celu chłodzenia całej maszynerii. Darek żartował, że gdyby nie kratka zamontowana na wlocie tej rury - cug mógłby porwać człowiekowi czapkę z głowy ;-) Coś w tym stwierdzeniu jest... Powoli zaczynało robić się późno. Trzeba było myśleć o powrocie. Darek zapisał jeszcze współrzędne wiatraka w swojej nawigacji, zrobiliśmy parę ostatnich zdjęć i udaliśmy się w kierunku Gronowa. Tak się skończył nasz wyjazd na wiatraki.
Wyjazd do wiatraków to przejechane 30 kilometrów