B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

31 marca - 1 kwietnia 2009: Gdzie jest ta wiosna?!

Zbliżał się koniec marca, a na dworze wciąż była raczej zimowa aura. W domu już nie szło wytrzymać. Ale jak tu wyciągać rower, jeśli na zewnątrz mróz?
Wreszcie pod koniec miesiąca zaczęło się robić ciekawiej i 31 marca nie wytrzymałem: rower z piwnicy, lekkie dopompowanie kół (nawet powietrze przez zimę za bardzo nie zeszło) i w plener! Pojechałem sprawdzić, co się pozmieniało na naszych trasach przez zimę.
Sezonowy strumień nie zawiódł moich oczekiwań: płynął na swoim miejscu i to nawet dość silnym nurtem. Wydawało mi się nawet, że w tym roku jest sporo szerszy. Co się jednak od razu rzuciło w oczy to to, że zdecydowanie przybyło w nim i wokół niego śmieci. Niestety. Jesteśmy jednak narodem, który lubi przebywać w zaśmieconym środowisku... :(
Porobiłem w okolicach strumienia jeszcze parę zdjęć, rzuciłem okiem tu i ówdzie i wróciłem do domu. Zaczynało robić się późno i chłodno.

Następnego dnia pojechałem w moje ulubione miejsce z zeszłego sezonu sprawdzić, czy nie ma tam jakiś stworzeń na polach. I były! Najpierw ujrzałem stadko saren, ale te dość szybko zwietrzyły moją obecność i umknęły do lasu (na szczęście zdążyłem zrobić im fotkę), a za chwilę, trochę dalej, namierzyłem samotnego żurawia. Nie mogłem go za blisko podejść, bo chyba miał idealny słuch i uciekł mi, drań jeden ;)
Nudno było mi tam samemu, więc wskoczyłem na bajka i pojechałem w stronę Goniembic. Tam, jadąc polną drogą, zauważyłem malowniczo wyglądający strumień, którego nie omieszkałem sfocić. Zostawiłem rower na drodze, a sam, przez łąkę, ruszyłem w stronę wody. Do teraz się zastanawiam, dlaczego nikt tam nie ustawił tablicy ostrzegawczej z informacją, że łąka, po której szedłem do strumienia była właściwe jednym, wielkim mokradłem?! ;) Ubłocone buty to nic, ale spodniami musiała się później zająć Ewa ;)
Dwa dni poszukiwań oznak wiosny to w sumie ok. 30 przejechanych kilometrów.