B.U.L.E.R.

Bardzo Utalentowana Leszczyńska Ekipa Rowerzystów

16 sierpnia 2009: Pojechaliśmy na grzyby...

Noooo nareszcie koniec tej wakacyjnej nudy! Po kilku miesiącach bezczynności (wiecie: wczasy, działka, itp.) udało się Ewie i mnie wyskoczyć na przejażdżkę rowerową po okolicy. Pojechaliśmy sprawdzić czy w lasach są już grzyby. Dzień był bardzo fajny: ciepły, prawie bezwietrzny - czyli typowy, letni dzień sierpniowy.
Podjechaliśmy do pierwszego z brzegu lasu, gdzie zresztą w zeszłym roku Ewa od razu na wejściu znalazła prawdziwka. Niestety - tym razem, oprócz komarów, nic ciekawego tam nie było. Ewa pochodziła trochę między drzewami, a ja nie :) Wolałem w tym czasie robić zdjęcia. Przynajmniej komary mnie tak nie kąsały :) Grzybów nie było. Była za to jarzębina z pięknie już wyglądającymi owocami.
Pojechaliśmy dalej. Byliśmy ciekawi, jak wygląda teraz nasz sezonowy strumyk. A właściwie: jak wyglądał, bo okazało się na miejscu, że teraz pozostało po nim już tylko wspomnienie wody i bardzo mocno zarośnięty roślinami mostek. Moim zdaniem, to w tej obecnej wersji wygląda on nawet lepiej! ;) Inną rzeczą, która tu się jeszcze zmieniła to to uschnięte drzewo. A jeszcze wiosną było ono w całkiem niezłym stanie :( Oczywiście i tutaj komary nie pozwalały nam na zbyt wiele. Czas było ruszać w drogę, ale niestety - powrotną drogę na mostek zagrodził mi ślimak przyklejony do gałęzi. Musiałem z jego powodu nadrobić parę metrów, żeby nie przedzierać się przez, dość spore w tym miejscu, pokrzywy.

W dalszej drodze nie wydarzyło się właściwie już nic nadzwyczajnego. Pokonywaliśmy trasę w tempie iście spacerowym ;)
Przed Goniembicami, na polu, tuż przed hodowlą krzewów ozdobnych zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby sprawdzić jak teraz wygląda ta kępa drzew. Za każdym razem, gdy tam przejeżdżamy zastanawiam się dlaczego pousychały. Rok temu, niedaleko od tego miejsca, były składowane wielkie ilości obornika. Ziemia wokół zalana była płynem wydostającym się spod niego. Ale aż nie chce mi się wierzyć, żeby to było przyczyną uschnięcia drzew - szybciej uwierzyłbym w to, że za wszystko odpowiada chemia spływająca z pola...

Na koniec tej relacji spójrzcie jeszcze na zdjęcie Ewy na ambonie myśliwskiej. No cóż: wejść na górę było bardzo łatwo. Ale zejść z tej chybotliwej budowli już nie całkiem... ;) Pokazałbym Wam chętnie parę zdjęć z całego tego zajścia (zejścia na dół), ale cóż: mogłoby to dla mnie skończyć się niewesoło... I kto wtedy prowadziłby za mnie naszą stronę? :)


Wyjazd po wakacyjnej przerwie: 18 kilometrów z hakiem ;)